Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

September 07 2009

opowiadania

Nie wołaj mnie

Nie wołaj mnie, i tak nie przyjdę. Już nawet zapomniałem, jak mam na imię. Odkąd wyrzucono mnie z domu, nikt go nie używał. Na kici-kici reagowałem do pierwszego kopniaka. O, przyniosłeś jedzenie? Nie ma tak łatwo. Nie przekupisz mnie. Koty mają więcej cierpliwości niż ludzie. Poczekam, aż odejdziesz. Będziesz siedział na ławce i czekał? Chętnie posiedzę z tobą. Tylko trochę dalej.

Ludzie są dziwni. Nie wiem, dlaczego niektórzy przynoszą mi jedzenie. Nie rozumiem, dlaczego kobieta, z którą dzieliłem dom, postanowiła się mnie pozbyć. Nie mogę pojąć, dlaczego tamten gówniarz kopnął mnie prosto w pyszczek. Ale nauczyłem się już, że z ludźmi trzeba ostrożnie.

Obserwuję was już od dawna. Zastanawiam się, dlaczego dziewczyna ze słuchawkami na uszach wrzuca pieniądz do pudełka grającego na akordeonie dziadka. Przecież i tak go nie słyszy. A dlaczego żyjecie w tak dużych skupiskach? Nie wierzę, że tak jest wygodniej. Po co wam te stada? Rodziny, tak je nazywacie, prawda? Lubicie kłopoty? Przecież życie z kimś to tylko i wyłącznie kłopoty.Nie doceniacie się. Nie akceptujecie. Nie rozmawiacie. Dopiero jak ktoś umrze, to okazuje się, że był bardzo ważny. Jeżeli miałbym rodzinę, to chciałbym umrzeć pierwszy. Wiem, że jestem egoistą. Ale nie lubię bólu. Przyzwyczajanie się do kogoś, kto i tak odejdzie, nie ma sensu.

A dlaczego budujecie karmniki dla ptaków? Żeby później było co przejeżdżać? Niektórzy chyba uwielbiają zostawiać pióra i ślady krwi na swojej trasie. Dlaczego zabijacie, skoro nie jesteście głodni? Po co pisze się książki? Czy moglibyście obyć się bez światła? Dlaczego nie umiecie umyć się językiem? Mógłbym tak pytać bez końca.

Jeszcze tu siedzisz? Nie, nie zamierzam podejść, nie dam się pogłaskać. Ale możesz na mnie popatrzeć. A ja popatrzę na ciebie. Wyglądasz na sympatycznego. Ale nie wszystko widać na pierwszy rzut oka.

Ojej, jednak idziesz? Przyjdź jutro. Nie tylko ze względu na jedzenie. Ale nie pochlebiaj sobie - nie lubię cię. Nawet cię nie znam. Nie chcę cię znać.

Boję się, że jakbym cię poznał, to bym cię znienawidził.
Reposted bymojachorawyobrazniagwiazdeczkapiraniadotkneszeptemneuroticKabriolettazapachsianastonefoxxxkikinkimajonessstaka-jedna-jataka-jedna-jaVillentretenmerthprzecinekpsychoramadinsaneforhwonikariolegmadinsanezabkamalinowowajustIamlajlaciarkalolakrezkaprzecinekfairylandfresamyinspirationikaristonerrremembermerudeeetazniebieskimiajmbumaddamy-dirty-litte-secretholasenoritaizyntrillasdrfgemotionaldrugspannaemmKamadnieniedrunkkawazrumemdnienieabsyntiaefshamonikalukowskayourswaynonapewno

September 05 2009

opowiadania

Pech

Postawmy sprawę jasno: oto najbardziej pechowa dziewczyna na świecie. Najtragiczniejsza postać od czasów Antygony i Edypa. Wszystko, do czego się zabierze, kończy się klęską. Każdy podjęty wybór jest błędem. Nie obdarowano jej żadnym talentem, nic nie robi dobrze. Nie można zarzucić jej, że się nie stara, że nie próbuje. Po prostu ma pecha.

Nauka pływania okazała się pomyłką z powodu uczulenia na chlor. Jej śpiew powodował pękanie szyb w oknach. Nauczyciele w-fu i plastyki zaliczali jej te przedmioty tylko i wyłącznie z litości. Jej pierwsza jazda na nartach zakończyła się złamaniem nogi w trzech miejscach. Nie była piękna, zgrabna ani inteligentna. Uczyła się średnio. Na klasówkach zawsze brakowało jej pół punktu do lepszej oceny.

Autobusy, do których wsiadała, miały kolizje po przejechaniu stu metrów. W supermarketach zawsze zamykano kasy, gdy przychodziła jej kolej. Gdy postanowiła nie wychodzić z domu, w jej bloku doszło równocześnie do pożaru, pęknięcia rur kanalizacyjnych i zatkania zsypu. To ona zapadała na najdziwniejsze choroby. Grzybica pępka, łuszczenie się skóry na łokciach, ataki ślinotoku... długo by można wymieniać.

Nie miała chłopaka, koleżanek, rodzeństwa ani nawet zwierzątka. W szkole nikt nie siadał obok niej, a to bardzo utrudniało kontakty towarzyskie. Gdy podchodziła do kogoś i próbowała zacząć rozmowę, ignorowano ją. Rodzice nie zdecydowali się na jeszcze jedno dziecko. Uznali, że pechowa córka wystaczy im za troje. Nie chcieli też ryzykować życia niewinnego psa czy kota.Byli bowiem przekonani, że samo zetknięcie stworzenia z ich córką spowoduje jego śmierć.

Tak naprawdę nie wiadomo, skąd wzięło się fatum, które na niej ciążyło. Być może jakiekolwiek wytłumaczenie odwiodłoby ją od podjęcia dramatycznej decyzji. Któregoś dnia otworzyła okno i wyskoczyła.

Nawet samobójstwa nie udało jej się popełnić jak należy. Zamiast (zgodnie z siłami grawitacji!) roztrzaskać się o chodnik, uniosła się w górę. Zniknęła w chmurach. Trudno powiedzieć, co się z nią stało. Nie widzieli jej piloci samolotów ani kosmonauci na orbitach.

Prawdopodobnie jej pech rozdzielono po równo na wszystkich pozostałych mieszkańców Ziemi.

Gdziekolwiek jest, życzmy jej szczęścia.

(styczeń 2008)
Reposted byanginamojachorawyobrazniazapachsianalolakikinkidifferentmalinowowaabsyntiataka-jedna-ja

August 31 2009

opowiadania
to nie jest moje pierwsze opowiadanie, ale w sumie masz rację - wcześniejsze były prezentowane węższemy gronu;)
opowiadania

Grochówka i bigos

Wyobraź sobie, że codziennie rano budzisz się zlany potem i z uczuciem paniki. Pierwszą rzeczą, którą robisz po przebudzeniu, nie jest wyprawa do toalety, nastawienie czajnika czy sprawdzenie godziny. Zanim do tego przejdziesz, musisz uszczypnąć się w ramię, później w łydkę, a na końcu w pośladek. Dopiero wtedy możesz odetchnąć głęboko i przejść do tradycyjnych porannych czynności.

Tak własnie wyglądały poranki pana Kazimierza. Pewnego dnia zawładnęło nim przekonanie, że po prostu go nie ma. Co jakiś czas musiał mocno się podrapać, wyrwać włos, czy uderzyć się tłuczkiem do mięsa w kolano.

Nosił za małe ubrania i za ciasne buty, ponieważ doszedł do wniosku, że tylko niewygoda i ból mogą potwierdzić jego istnienie.

Nie miał nikogo, kto mógłby powiedzieć: Kazimierz, jesteś!, wszystko w porządku lub widzę cię. Zresztą nawet gdyby ktoś taki się znalazł, to i tak pan Kazimierz nie byłby do końca przekonany. Dlatego też zawsze nosił ze sobą lusterko, żeby w chwili zwątpienia móc zobaczyć swoją twarz.

Bardzo często kupował niezdrowe jedzenie, aby ból żołądka potwierdzał istnienie jego organów wewnętrznych.

Któregoś dnia pan Kazimierz zrobił sobie ciężkostrawną grochówkę, a potem przygotował bigos. Łatwo można się domyślić, jakie doznania towarzyszyły mu po posiłku. Wtedy wpadł na genialny pomysł. Wiedział, jak udowodnić sobie, że jego egzystencja to nie złudzenie.

Wybiegł z mieszkania, skierował swe kroki na przystanek i wsiadł do pierwszego nadjeżdzającego autobusu. Puścił głośnego bąka. Nikt nie zareagował. Odczekał chwilę i zrobił to ponownie. Żaden z pasażerów nie skrzywił się i nie obrzucił go zdegustowanym spojrzeniem. Jeszcze raz. Brak reakcji.

Gdy tylko nadarzyła się okazja, pan Kazimierz wysiadł. Wrócił do domu z radosnym uśmiechem, raz po raz podskakując i robiąc w powietrzu piruety. Doświadczenie z autobusu uspokoiło go. Nie istniał. Mógł sobie dać spokój ze szczypaniem i ubraniami w złym rozmiarze. Nareszcie mógł odetchnąć.

(sierpień 2009)
Reposted bymadinsanemyinspirationabsyntia
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl